Drogi Czytelniku

Znajdujesz się na blogu z poezją. Jest ona całkowicie mojego autorstwa, z tego też powodu zastrzegam sobie wszystkie prawa autorskie, jeśli chcesz czegoś użyć, prywatnie, czy komercyjnie, proszę, skontaktuj się najpierw ze mną.

Piszę od wielu lat, moje utwory zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni tego czasu. Przechodziłam inspiracje różnymi stylami, epokami, czy wreszcie jednostkowymi autorami, nie powinno więc dziwić zetknięcie się z jakimiś ukłonami w przeróżne strony. Zdecydowałam się założyć do tego celu bloga, gdyż serwisy z poezją amatorską sprawiły na mnie wrażenie brutalnie masowych i nieprzejrzystych. Łatwo się tam zagubić, a ja potrzebuję własnego miejsca. Chciałabym z czasem umieścić tutaj to, z mojego archiwum, czym chciałabym móc się podzielić oraz być może zamieszczać również to, co powstaje na bieżąco. Zachęcam do komentowania, gdyż nic nie daje takiej satysfakcji, jak świadomość, że ktoś uznał, że skomentować warto, nawet jeśli niepochlebnie. Sam zachód wyrobienia sobie opinii na mój temat będzie dla mnie zaszczytem.

Zapraszam,

Schalenia

Szukaj na tym blogu

Bohaterze dynamiczny

Co masz w głowie, Izabelo?
Gdy się świat na głowę wali?
Życie pustą nagle celą,
Majątek też już sprzedali?
Jak długo Ci zajmie taniec
Na popiele własnych mrzonek
Zanim wdrapiesz się na szaniec
Po bezmyślną swą koronę?
Jakże mocno dusza pali,
Co sprzedana za malinę?
Ile razy się wyrzekniesz?
Ile pogrzebiesz Alinę?
Zanim się sama przed sobą
Bogiem, ludźmi i zjawami
Osądzisz tak prawidłowo
W zgodzie z wszelkimi prawami?
I czy ulgą śmierć nie będzie
Od nieznośnego ciężaru
Który dusił tak zawzięcie
Że się częścią stał koszmaru?
Jak się bardzo znienawidzisz
Jacku, zanim księdzem będziesz
Ilu ludzi jeszcze skrzywdzisz
Zanim sam pójdziesz pod pręgierz?
Jak Ci wiele jest potrzeba
Ile cierpieć masz i grzeszyć
By spłynęła łaska nieba
By przemianę jakąś przeżyć?
Czy poczujesz jakąkolwiek,
Kiedykolwiek ulgę w winie,
Czy ocenić może człowiek
Strach co w Twoich żyłach płynie?
Czy wybaczysz to sam sobie?
Czy znajdziesz spokój psychiczny?
Zanim wylądujesz w grobie,
Bohaterze dynamiczny?

Ambicje zawodowe


Idę. Nad rozstaje,
Przez puszcze, pustynie.
Kto z tyłu zostaje
Zgubi się w dymie
Spalonych mostów.

Więc idę dalej,
Gdziekolwiek się uda.
I w cieniach alej
Oglądam ich cuda.
Bez modlitw, postów.

Wciąż idę i skaczę po krach,
Gonię horyzont.
Raz zachwyt, raz strach
Na zmianę mnie gryzą,
Jak smród kompostów,

Lecz idę, na porzyganie.
Biegnę lub się wlekę,
Jakby czekanie
Czyniło kalekę.
I psychodiagnostów.

nie wpadłam na tytuł

Mgłami zasnute dolinki, parowy
Rosa błyszcząca, oto dzień nowy
Źdźbła pochylone we wdzięcznych ukłonach
Szemrze cichutko wierzbowa zasłona
Listeczki szarawe, świeżo wilgotne
Stokrotki stulone promieni głodne
A nad to wszystko ciężko upada
Wzrok jakiś niechętny jest niczym zdrada
Sunie się, tkwi, bezwiednie wpatruje
Ale nie widzi, nie słyszy, nie czuje
Na nic więc cuda, przeboskie spektakle
Ludziom umarłym staje to w gardle.

płeć

Siedzą praczki i piorą
Nad strumienia wodą
Sine ręce mają
Jedyną ozdobą
Siedzą prządki, przędą
Słońce je ogrzewa
I choć susza, rosną starsze
Gdzie nie rosną drzewa
Śpią niewolnice
Na zimnych podłogach
Śpią i majaczą
Choć je boli głowa
Krzyczą sufrarzystki
Aż gardła zdzierają
Choć im od kołyski
Prawa ich wpajają
Płaczą matki w domach
Nad nieszczęściem dzieci
Jak je coś pokona
To do piekła leci
Solą żony zupę
Aż jest przesolona
Choć mąż rad czy nierad
W boksie je pokona
Mierzą bizneswomen
Siły na zamiary
Ich jedynym plonem
Pieniądze i przywary
Orają wieśniaczki
Pola pod zasiewy
W domach, gdy są bite
Cichną ich zaśpiewy
Mają młode panny
Sukienki z koronkami
Płonią się rumieńcem
Stoją pod kinami
Rodzą matki polki
Dzieci przemysłowe
Po jednym buciku
Każdemu na głowę
Uczą profesorki
Zdolną brać studencką
A gdy stoją w korkach
Samobójstwa je nęcą
Świat się wielki zmienia
Zmieniają się kobiety
Coraz coś innego
Wołają gazety
Która jednak wolna
Była w wielkim świecie
Niech mi o tym powie
Nie rozpowiem przecież

Paraliż (przeformułowanie)

Omdlenie słodko cierpkie
Mdłe. Nadchodzi pospolita
Śmierć.
Nie wybierano, co idzie,
przychodzi. Gdzieś
dociera.
Nie ważne, gdzie. Sensy
na krawędzi.
Wyrwane z korzeniami wartości.
Są potwierdzeniem
dla obojętności.