Drogi Czytelniku

Znajdujesz się na blogu z poezją. Jest ona całkowicie mojego autorstwa, z tego też powodu zastrzegam sobie wszystkie prawa autorskie, jeśli chcesz czegoś użyć, prywatnie, czy komercyjnie, proszę, skontaktuj się najpierw ze mną.

Piszę od wielu lat, moje utwory zmieniały się wielokrotnie na przestrzeni tego czasu. Przechodziłam inspiracje różnymi stylami, epokami, czy wreszcie jednostkowymi autorami, nie powinno więc dziwić zetknięcie się z jakimiś ukłonami w przeróżne strony. Zdecydowałam się założyć do tego celu bloga, gdyż serwisy z poezją amatorską sprawiły na mnie wrażenie brutalnie masowych i nieprzejrzystych. Łatwo się tam zagubić, a ja potrzebuję własnego miejsca. Chciałabym z czasem umieścić tutaj to, z mojego archiwum, czym chciałabym móc się podzielić oraz być może zamieszczać również to, co powstaje na bieżąco. Zachęcam do komentowania, gdyż nic nie daje takiej satysfakcji, jak świadomość, że ktoś uznał, że skomentować warto, nawet jeśli niepochlebnie. Sam zachód wyrobienia sobie opinii na mój temat będzie dla mnie zaszczytem.

Zapraszam,

Schalenia

Szukaj na tym blogu

Docierając do przecieru

Więc do czego to doszło
Że od więc zaczynam zdanie
Łatwo przyszło nie poszło
Jest więc więc co nie kłamie
Choć mnie pęta zdumienie
W uchylonych ust potrzask
Nie ustaje karmienie
Się swym ciepłem aż po brzask
Skąd się bierze więc czasem
Czy sprzed więc się dobywa
Strach przed ogromnym lasem
Co po więc we mgle skrywa
Może po więc po prostu
A nie z góry czy z dołu
Ciężko więc prosto z mostu
Częściom mnie z kłamstw mozołu
Gdy więc pytasz o drogę
Myślę jest jest na pewno
Więc może Ci pomogę
Rosną drzewa nie drewno

Światło

Srebrne świeci dziś światło
Odbite od księżyca,
Co na serce mi padło,
Na wskroś się nim zachwyca
I oświetla mi sprawy
Chyba magicznym blaskiem,
Gdy w odbiciu od kawy
Uśmiech jaśnieje z brzaskiem.
I odbija się echem
Od zastygłych w bursztynie
Nauk gęstniejących śmiechem
Pantha rhei - wszystko płynie.

08-05-18

Uśmiechnij się, wspaniały człowieku,
W mezaliansie wynalazków
Mosty stawiane z wieku do wieku
Pławią się w Twoim blasku.

Tęcze bajeczne wyobrażenia
Kreślą łagodnym łukiem,
By skryć się za horyzont zdumienia
Z równych symboli włókien.

Uśmiechnij się, olbrzymi człowieku,
W Twoim ponurym cieniu,
Mastodont zamarza w biegu,
Mijając psy przy pojeniu.

Czas w rzekach plącze brzegi z ich dnami.
Muska lica powiewem.
Równanie się z takimi darami
Leży tam, gdzie ja już nie wiem.

Straż

O pierwszym brzasku oczami duszy
Przetartymi wiek temu ze zdumienia
Przebijam mgłę w nieprzebytej głuszy
Wspomnień i wrażeń co wciąż tonie w cieniach.

W rześki poranek z chłodu się otrząsam
I ścieram z twarzy ścieżki kropel rosy
Dym pustkę wypełnia, gdy w płuca mnie kąsa
Ciszę tną ptaków histeryczne głosy.

W leniwe południe pod słońcem w zenicie
Kłujący w oczy blask przysłaniam dłonią
I czasem, tylko czasem zauważam gnicie
Owoców co się przed blaskiem nie chronią.

We dnie deszczu, błotniste i dżdżyste
Z całych sił do skał nagrzanych przylegam
Wiatr wstydu poderwać chce każdą glizdę
Unikam kałuż o twarzach człowieka.

W wieczory gorące, pachnące kwieciem
Znoszę obelgi parzących się zwierząt,
I trwam  - ostatnia przytomna na świecie
Wciąż na straży, że to mi się sny zwierzą.

W noce przepastne słyszę echa wojen
Tak krwawych i złych, że już w nie nie wierzę.
Ciężko uwierzyć z jakim spokojem
Każda z barw - każda - w ciemność się spierze.

Trwam - na straży i na potępienie,
Czasem wątpię, że to sama wybrałam,
Ale trwam jak niezbywalne sumienie
Głupia byłam, że to warty się bałam.